Odjazdowy „Henryk Sienkiewicz. Greatest Hits”

Dlaczego tak długo zwlekałam z wybraniem się do Teatru Bagatela i obejrzeniem spektaklu „Henryk Sienkiewicz. Greatest Hits”? Może potrzebowałam odpowiedniej zachęty. A impuls przyszedł z samej góry, podczas niedawno przeprowadzanego przeze mnie wywiadu z Krzysztofem Materną, który ten spektakl wymyślił, wyreżyserował i w którym kreuje postać tytułową.

„Zrobiłem tutaj w Bagateli taki odjazdowy, można rzec, spektakl zatytułowany Henryk Sienkiewicz. Greatest Hits. W przedstawieniu Kmicic sprząta trupa Janka Muzykanta, Staś i Nel spotykają Latarnika, a Neron śpiewa Ogrzej mnie przed pożarem Rzymu. Jest też pojedynek Zbyszka z Bogdańca z krzyżakiem na topory, a wszystko w klimacie montypythonowskiego absurdu. Starsza publiczność ogląda to przedstawienie przez pryzmat tradycji, czyli weryfikując ile w nim jest prawdziwego Sienkiewicza, ale tam nie ma prawdziwego Sienkiewicza, tylko tytuły. Ja jestem Sienkiewiczem i tłumaczę, jak pokrzepiałem serca Polaków swoją twórczością, czyli że na przykład nie pisałem źle o rodakach, jak to robił Gombrowicz. Myślę, że starsi doceniają wysiłek aktorów, którzy tańczą i śpiewają, ale równocześnie są przerażeni, że tak potraktowałem Sienkiewicza. A ja go tak potraktowałem, bo był utalentowanym celebrytą - taka Łepkowska tamtych czasów.”

Sami Państwo przyznają, że taka rekomendacja nie mogła pozostać bez odzewu z mojej strony. Zatem przedstawienie obejrzałam i… jestem nim po prostu zachwycona! Spektakl stanowi swoisty mix sienkiewiczowskich dzieł, które zaskakują sposobem ich połączenia - historia narodu polskiego zderza się z abstrakcyjnym dowcipem, humorem i absurdem. Klasyka literacka przedstawiona jest z klasą i wdziękiem. Krzysztof Materna zadbał nie tylko o lekkość tekstu, ale także o formę. Przedstawienie zbudowane jest na kanwie następujących po sobie ultra-dowcipnych skeczy, nagradzanych przez publiczność rzęsistymi brawami. W połączeniu z zabawnymi tekstami piosenek autorstwa Macieja Stuhra oraz solidnej pracy zespołu aktorskiego otrzymujemy widowisko z najwyższej półki. Igraszki Krzysztofa Materny z formą to świetna zabawa, dzięki której patrzymy na wieszcza i jego dzieła z nieco innej, lżejszej perspektywy. Aktorzy doskonale wpasowują się w konwencję satyry narzuconą przez reżysera. Postaci są wielobarwne, ciekawe, czasem zaskakujące, ale nie ma w nich kiczu czy przesady. Krzysztof Materna wchodzi i wychodzi ze swojej roli, udziela głosu, animuje bohaterów poszczególnych scen. Będąc jednocześnie tytułowym bohaterem, reżyserem, krytykiem, satyrykiem staje się spirytus movens całego show. Energia i temperament kipiące ze sceny, do tego inteligentny żart, trafny dowcip, błyskotliwe pointy to elementy przepisu na udane przedstawienie. Jeśli dodamy do tego zespół aktorski, który z wielkim sukcesem, rzec można śpiewająco mierzy się z niełatwą, narzuconą przez reżysera formą, to otrzymujemy perełkę na teatralnej mapie Krakowa. Wielkie brawa!










Popularne posty